Dlaczego kocham się (platonicznie i wirtualnie) w Taco Hemingwayu
Fot. PAWEL SKRABA/REPORTER

Dlaczego kocham się (platonicznie i wirtualnie) w Taco Hemingwayu

Na podstawie dwóch ostatnich płyt, "Jarmark" i "Europa" (choć wcześniejsze też kocham, ale dla porządku zajmę się najnowszymi).

To będzie wyznanie miłosne. Z głębi mojego 44-letniego czarnego serca. Nie znajdziecie tu krytyki. Wystarczy tego, co napisali na temat ostatnich płyt Taco inni. Prawilni hiphopowi krytycy. Tacy, którzy się na nim znają, potrafią fachowo nazwać wszystkie bity i autotune’y. Pewnie nie znam się na hip hopie tak jak oni (choć lubię i słucham). Ale wiem, co mi się podoba, a co nie. I jeśli mi się nie podoba, to się tym nie zajmuję. A jeśli tak, to myślę - dlaczego? Dlaczego podoba mi się Taco? Poza tym, że jest po prostu ładny, cóż, słabość, nie tylko mężczyźni są wzrokowcami.

 

  1. Słowa, słówka, wersy, a nawet przekleństwa układają mu się tak pięknie, jak niewielu innym. Błyskotliwe skojarzenia, nieoczywiste rymy i rytmy, ukryte znaczenia wersów i ciągów skojarzeń, które czasem odkrywam dopiero po kolejnym i kolejnym słuchaniu (a obydwie płyty znam na pamięć). Być może gdybym była prawdziwą hiphopówką (albo po prostu młodsza?), od razu wiedziałabym, co to “mefa”, którą psują łeb hokeiści, albo co znaczy “ksiądz proboszcz robił cruisin merolem po ośce”. Dla mnie Taco to poeta naszych czasów, który świetnie radzi sobie z językiem. Cytaty? Właściwie wszystko. Trzeba posłuchać. 

  2. Nawiązania do popkultury - w jego piosenkach jest ich pełno. Cytaty z piosenek kolegów raperów, z Masłowskiej (“społeczeństwo jest niemiłe”), z “Patointeligencji” Maty, który śpiewał “Mój ziomo”, z filmów Quentina Tarantino, z Kanye Westa, z reklam, z gazet, magazynów, lektur… Odnajdywanie tych nawiązań w piosenkach to kolejna zabawa. Kto usłyszy więcej? Prawdziwi krytycy piszą, że na “Jarmarku” nie ma nic więcej niż znajdziemy w codziennych gazetach i Newsweeku. Hasła z nagłówków, popularne, banalne opinie. Może i tak, ale żyjemy w kulturze remiksu! Trudno dzisiaj o coś nowego, wszystko już ktoś gdzieś kiedyś powiedział / napisał. Ważne jeszcze, jak to jest zrobione. Taco daje nową jakość. I muszę przyznać, że za każdym razem mam ochotę powiedzieć krytykantom - napisz. Weź i napisz coś sam. Na co dzień robię w słowie. Wiem, jak trudno czasem oddać dobrze to, co nam w głowie siedzi. W głowie wszystko brzmi super. Ale na kartce już niekoniecznie. U Taco - brzmi ekstra. 

  3. Lubi dziewczyny. Szanuje. I pisze o tym. Duży biust, jędrny tyłek i umiejętność robienia fellatio jako wyznacznik kobiecości - nie u niego. "Custom Bape, ty masz nawet babę custom. Kto to widział robić takie rzeczy własnym ustom?". Wśród raperów - rzadkość. Na wagę złota. Nie boi się nawet pisać (prawie) romantycznie o miłości. Pisze, że chce “redefiniować męskość, chce nauczyć typów, że to super kiedy tęsknią, że nie muszą dusić kiedy uprawiają seks z nią, że gdy na agresję odpowiada się agresją, to jakby gasić wodą, gdy pali się olej”.
    No i jeszcze:
    “Miłość jest drogą po rozkosz, bywa że zdarzy się Werter,
    Czasami miłość jest piękną trylogią, czasem niezgrabny to werset".
    I jeszcze:
    "Możesz w... (ohh!) ją mocno, wierz mi, wciąż okazując jej respekt
    Nie bój się że to niemęskie, wierz mi, przestań - takie myślenie to bezsens”.
    A feministyczna piosenka "1990s Utopia" zaśpiewana w duecie z Kachą Kowalczyk, to majstersztyk.  

  4. Wyśmiewa stereotypy, również te dotyczące męskości, a może przede wszystkim te?

    “Chłopcy widzą co chcą, potem chcą to, co widzą, 
    chcą mieć prywatną boginię seksu, która jednocześnie jest dziewicą, 
    chcą mieć w łożu Marię Magdalenę, co jest jednocześnie zakonnicą, 
    krótko mówiąc, żeby dziewczę jednocześnie podobało się salonom i ulicom”

    Naigrywa się również z samego siebie, a to już wyższa szkoła jazdy ("na środku czteropasmówki... o drugiej w nocy... paparazzi..."). Pierwszy milion, który jest tylko czekadełkiem... "Kiedyś myślałem też, że nie kupię sobie kurtki za 10 koła. Jak bardzo się myliłem" Boleśnie punktuje polskie wady "I chociaż twierdzi że nie jest rasistką, nie ufa tym Saszom, nie ufa Dymitrom". I to wszystko jest niewygodne. I smutne. Pornografia, która wychowuje dzieci ("W.N.P"). Głupkowaci celebryci i nasza wiara w te bzdury, które opowiadają "COVID, 5G, Smoleńsk, chemtrails, płaska ziemia, World Trade Center,
    Mówi o Illuminatach oraz JFK, a do tego six pack, jak nie wierzyć jej?". Zachłanni księża, którzy zajmują się straszeniem swoich owieczek
    "Pan Bóg ma wszystko tylko nie ma sobie równych,
    stworzył wszechświat zobacz ile planet cudnych,
    stworzył człowieka i tyle gatunków różnych,
    lecz potrzebuje twoich dwóch dych"
    Punktuje, ale nie opowiada się po żadnej ze stron i to też niektórych boli. Bo przecież chcielibyśmy wiedzieć, którzy to ci źli oni. A z jego piosenek wynika, że każdy z nas ma coś na sumieniu. Bo rzeczywistość nie jest czarno-biała, tylko szara. Chociaż:
    "Mówi się szare bloki, gdzie kurwa szare bloki,
    tutaj wszystko pstrokate, baby typy i Yorki"

  5. Jest empatyczny. Trochę mnie rozczula, kiedy mówi, że mu szkoda Michała Wiśniewskiego, który kilkanaście lat temu na samym topie skończył tak marnie. Może jestem naiwna, a może po prostu lubię wierzyć w dobre czarne serca innych? 
    "Każdy ze szczytu kiedyś spadnie, Michała mi szkoda
    Lecz to wszystko przez to, że o hajsie nie uczą nas w szkołach
    To im nie na rękę, lepiej, żebyś był potulnym konsumentem"
  6. Umie w koncepty. Obydwie płyty są podporządkowane pomysłom, które budują im kręgosłup. Nie będę wam zdradzać jakim, ale to świadczy tylko o tym, że ktoś się pochylił nad ich konstrukcją, przemyślał. A myślenie jest w cenie. Zawsze.  
  7. Taco się rozwija. Dojrzewa. Nie udaje dzieciaka, żeby utrzymać przy sobie młodszych fanów. Śpiewa, że mu tego pisania wierszy za mało, że chciałby więcej. Ja też bym chciała. Czekam! Ale za tekst "A little węgiel never killed nobody" czy "Horyzont jest ładny, ale spróbuj patrzeć węziej" z piosenki "Polskie Tango" powinien dostać nagrodę specjalną. Tylko nie wiem, od kogo, bo Taco nie lubi nagród. I chyba też ich nie potrzebuje, skoro Stadion Narodowy potrafi (razem z Dawidem Podsiadło) zapełnić w kilka minut. Nie grają go specjalnie radia, nie lubią firmy fonograficzne, bo, ups, żadnej nie dał się zrobić na szaro. Od początku wydawał się sam i sam dbał o promocję. Nie udziela wywiadów - po co, skoro wszystko, co ma do powiedzenia jest w jego piosenkach?

 

Mogę tak jeszcze długo, ale może już wystarczy? Na koniec jeszcze "Jarmark" versus "Europa". Na początku wydawało mi się, że "Jarmark", bo ta płyta wali pięścią między oczy, prosto w splot słoneczny. Jest smutna, jak smutna potrafi być polska rzeczywistość. Boli. Że jest oczywista? Dlatego właśnie boli. Nie ukrywa za metaforą, za zbędną koronką. Że to banał? Być może w banalnym świecie żyjemy. Nie oczekuję od hip hopowej płyty, że będzie udawała Prousta. Oczekuję szczerości, dobrych podkładów, dobrych tekstów, dobrego głosu. Taco daje mi to wszystko. "Europa" nie weszła mi po pierwszym przesłuchaniu. Ale posłuchałam jej jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze. Jest inna, bardziej intymna, a przez to bardziej wymagająca. Dzisiaj chyba lubię ją bardziej niż "Jarmark". A wy zdecydujcie sami.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również