Kwiat Kobiecości. Rozmowa z dr Magdaleną Jarczak
Fot. iStock

Kwiat Kobiecości. Rozmowa z dr Magdaleną Jarczak

Waginoplastyka, usunięcie bądź rekonstrukcja błony dziewiczej, rewitalizacja pochwy. Co „tam na dole” poprawiają sobie Polki? Czy operują miejsca intymne ze względów zdrowotnych czy estetycznych? Jakie zabiegi mogą być refundowane? Co w wyglądzie narządów płciowych powinno nas niepokoić? I wreszcie - co z tym wszystkim ma wspólnego miecz samuraja?

Doktor Magdalena Jarczak jest specjalistą położnictwa i ginekologii oraz ginekologii onkologicznej. Jest również wykładowcą dla lekarzy i studentów z zakresu ginekologii estetycznej. Opowiada nam o największych wyzwaniach, przed jakimi stanęła na swojej drodze zawodowej i dolegliwościach, z którymi przychodzą do niej pacjentki. Mówi też, jak wyglądają operacje i zabiegi narządów płciowych, ile trwają i kosztują. Wreszcie – próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego medycyna estetyczna jest już normą, a ginekologiczna to wciąż temat tabu?

Z jakimi problemami przychodzą do Pani pacjentki?

Obniżeniem przedniej lub tylnej ściany pochwy, wypadaniem narządu rodnego, niewłaściwie zaopatrzonym kroczem, źle zrośniętym kroczem po porodzie, przerośniętymi wargami sromowymi mniejszymi, czy też zbyt obszerną pochwą po porodzie. To pacjentki, których problemy prowadzą do zaburzeń funkcjonalnych. Ich dolegliwości często związane są z przebytymi ciążami bądź z wiekiem, bo wraz z jego upływem tracimy włókna kolagenowe, pochwa zaczyna być wiotka, a aparat wieszadłowy „się zużywa”. Gdy słyszę w gabinecie: „Pani doktor coś mi wychodzi z pochwy”; to zazwyczaj oznacza, że najprawdopodobniej obniża się jedna ze ścian pochwy. Rozmawiając o pacjentkach i ich dolegliwościach, musimy rozróżnić dwie kwestie - ginekologię estetyczną i operacyjną. Ginekologia operacyjna, inaczej naprawcza, zazwyczaj jest przeprowadzana w szpitalach państwowych lub jednostkach prywatnych z zapleczem zabiegowym. Zwykle zabiegi tego typu są refundowane przez NFZ. Ten rodzaj zabiegów nie jest przeprowadzany w gabinetach ambulatoryjnych, z uwagi na konieczność hospitalizacji takiej pacjentki po zabiegu. Zabiegi wykonywane w oparciu o ginekologię operacyjną, mają na celu poprawę statyki narządów miednicy mniejszej przez co, nie tylko wpływają na komfort życia, ale także zmniejszają dolegliwości związane z przedoperacyjną dysfunkcją. Osobnym tematem jest ginekologia estetyczna.

Ile pacjentek zgłasza się z problemami natury wyłącznie estetycznej?

Bardzo mało. Z mojego doświadczenia wynika, że 95% kobiet przychodzi do mnie z powodu zaburzeń funkcjonalnych. Przerośnięte, niesymetryczne czy asymetryczne wargi sromowe mniejsze, bo to z nimi mamy największy kłopot, przeszkadzają pacjentkom w codziennym funkcjonowaniu: w chodzeniu, siadaniu, bieganiu, kucaniu, jeździe na rowerze, jeździe konnej, itp.; często wysuwają się im spod bielizny, powodując ból, otarcia, plamienie czy przeczulicę. Zaledwie pięć procent pań przychodzi do gabinetu bo się sobie „tam” nie podoba. 

Dlaczego tak mało? Estetyka nie jest dla Polek ważna? 

Kobiety rozpatrują siebie w aspekcie piękna, ale tylko tego, które widać na zewnątrz. Patrzymy na sylwetkę, na twarz. O tym, czego nie widać, nie myślimy. Są trzy rodzaje pacjentek. Pierwszą grupę stanowią kobiety, które nawet nie zaglądają w te miejsca. Jedne ze wstydu inne, z niechęci. Jest też druga grupa kobiet, które wiedzą, że coś jest nie tak, ale nie mają wiedzy czy śmiałości, żeby prosić o pomóc, bojąc się „wyśmiania” czy zbagatelizowania problemu przez lekarza. My lekarze naprawdę podchodzimy do tych kwestii normalnie. Oglądamy krocze tak, jak internista gardło i jeśli widzimy nieprawidłowości, mówimy o tym pacjentce. Zdarza mi się podczas wizyt opowiedzieć pacjentkom co widzę, jeśli oczywiście dostrzegam jakąś nieprawidłowość. Zawsze pytam, czy im to przeszkadza. Jeśli nie - nie ma tematu, bo dla mnie najważniejsze jest, jak ona się z tym czuje. Gdy jednak mówię, że widzę nieco przerośniętą wargę i pytam, czy pani odczuwa z tego powodu dyskomfort, często wtedy słyszę: „No właśnie pani doktor, zawsze tak było i to dla mnie duży kompleks, nawet na WF-ie nie ćwiczyłam, a seks uprawiam tylko po ciemku”, czy też „przy współżyciu podwijają mi się i to sprawia mi ból”. Dopiero jak się kobiety pociągnie za język, otwierają się. Jesteśmy bardzo katolickim krajem i wszystko, co związane z aspektem seksualnym jest tematem tabu, a przynajmniej przez lata tak było, bo ostatnio zauważam pewną zmianę. Niejednokrotnie kobiety zaczynają być bardziej świadome swojego ciała i nabierają pewności siebie. To jest ta trzecia grupa kobiet, która ma świadomość tego, że aspekt piękna nie jest zarezerwowany wyłącznie dla twarzy i tych obszarów ciała, które widać. Chcemy być piękne również tam, gdzie „nie widać”.

Jak mówią o problemie podczas wizyty?

Kiedy przychodzą, zwykle są zawstydzone. To normalne, nie znamy się. Ginekolodzy jak wiem, są różni, wobec powyższego musimy się poznać i sobie zaufać. Nigdy nie oceniam ani pacjentek, ani tego z czym do mnie przychodzą. Zamiast tego rozmawiam z nimi, tłumaczę dlaczego tak jest i proponuję im rozwiązanie. Widzę jak w trakcie rozmowy się otwierają i wtedy swobodnie mówią już o nawet bardzo intymnych kwestiach. Sama zresztą często o te kwestie dopytuję, bynajmniej nie z ciekawości, ale po to, by mieć szerszy ogląd sytuacji pacjentki. To w pełni profesjonalna rozmowa o problemie, który wspólnie chcemy rozwiązać.  

Ile prawdy jest w stwierdzeniu, że gołym okiem widać np. to, czy ktoś ma problemy z orgazmem? 

Dużo prawdy! Kiedy o to pytam, pacjentki są zaskoczone, że o tym wiem. I przyznają, że dostają orgazmu, np. tylko wtedy, kiedy się masturbują. Dodajmy, że zapytać pacjentkę w naszym kraju o masturbację, jest nie do pomyślenia, ale jeżeli ona widzi, że moje pytanie wynika z tłumaczenia tego co widzę i z jej budowy anatomicznej, do przestaje to być wstydliwym tematem i wtedy swobodnie odpowiada. Miałam pacjentkę, której mąż chodził do psychologa, bo nie mógł sobie poradzić z faktem, że nie zaspokaja swojej partnerki. Tymczasem za brak orgazmu niejednokrotnie odpowiada przerośnięty napletek łechtaczki, czy też częściej dodatkowe fałdy okołołechtaczkowe, które często są elementem warg sromowych mniejszych. Łechtaczka, a właściwie żołądź łechtaczki, tak jak prącie w trakcie podniecenia, wypełnia się krwią i zwiększa wtedy swoją objętość. Wysuwa się spod napletka łechtaczki, dzięki czemu łatwiej ją stymulować i dochodzi do szczytowania. U niektórych pacjentek, żołądź łechtaczki nie ma szans się wysunąć spod napletka, jeśli on jest zbyt wiotki. Wtedy łechtaczka, mówiąc kolokwialnie „ucieka na boki” i o orgazm po prostu trudno. 

Ten problem jest do naprawy?

Zdecydowanie tak. Jeśli mam pacjentkę, która ma dodatkowe fałdy okołołechtaczkowe, zawsze tłumaczę jej pokazując przy pomocy lusterka, skąd bierze się problem i jaki mam wobec niej plan. Samo skrócenie warg sromowych mniejszych, czyli labioplastyka, nie rozwiązuje problemu, należy bowiem jednoczasowo usunąć dodatkowe fałdy  kołołechtaczkowe.To powinno rozwiązać problem.

Ma Pani na koncie ponad 150 zabiegów popularnej ostatnio labioplastyki. Jak on wygląda?

Labioplastyka dzieli się na labiominoroplastykę (zmniejszenie warg sromowych mniejszych) i labiomajoroplastykę (zmniejszenie warg sromowych większych). Z uwagi na znacznie częściej wykonywaną labiominoroplastykę, potocznie nazywana jest labioplastyką. Polega ona na skróceniu przerośniętych warg sromowych mniejszych. Przeprowadza się ją zarówno przy pomocy lasera, jak i noża chirurgicznego. Laser ma to do siebie, że jednoczasowo tnie i koaguluje, czyli zamyka naczynia krwionośne, dzięki czemu pacjentka krwawi mniej niż w przypadku nacięcia skalpelem. Oczywiście nie znaczy to, że krwi nie ma wcale. Zarówno laser jak i skalpel to metody tnące, czyli nawet przy użyciu lasera, tkanki należy później szyć. Jako materiał szewny używamy nici biodegradowalnych, których wchłanianie trwa od 2 tygodni do 70 dni. Technik labioplastyki jest kilka. W „technice miecza samurajskiego” ścinamy brzegi wargi sromowej. „Klinowa resekcja” polega na wycięciu klinowym fragmentu wargi i zbliżeniu pozostałych brzegów do siebie, a „technika okienkowa” polega na wycięciu okienek w śluzówkach warg sromowych, wycięciu nadmiaru śluzówek i zbliżeniu pozostawionych brzegów do siebie. To metoda najlepsza dla pań, których strefy erogenne znajdują się na brzegu warg. Znieczulenie ogólne stosowane jest w przeważającej większości w metodzie okienkowej. Pozostałe dwie metody można przeprowadzić w znieczuleniu miejscowym. Jedyny moment, w którym pacjentki mogą odczuwać jakikolwiek ból lub dyskomfort to właśnie czas podania znieczulenia. Potem nie czują kompletnie nic.

Ile to wszystko trwa?

Zależy od tego, co mamy do zrobienia. Najkrócej przeprowadziłam taki zabieg w 40 minut, choć średnio od godziny do dwóch. Samo cięcie trwa ok. 20 minut, dłuższe jest szycie, podczas którego chcemy odtworzyć anatomię. Efekt utrzymuje się do końca życia, bo raz wycięte wargi nie odrastają. Jak wytnę za dużo, to będzie mój błąd.

Zdjęcia pokazujące krocze sprzed i po zabiegu są imponujące. 

Nie pokazywałam w sieci bardzo drastycznych przykładów, z szacunku dla moich pacjentek i ich intymności. Na tych, które można znaleźć w internecie widać jednak, jak duże problemy miewają pacjentki z przerośniętymi wargami, jak wielkie kompleksy mogą powodować i jak ogromny wzrost poczucia własnej wartości zyskują już po zabiegu. Zdjęcia są bardzo ważne już podczas kwalifikacji do zabiegu. Zawsze pokazuję pacjentkom nie tylko to, jak będzie wyglądał efekt końcowy, ale też informuję je, jak krocze będzie wyglądało tuż po zabiegu. Wstępny efekt będzie widoczny po 6  tygodniach, ale ostateczny efekt jest widoczny po ok. 3 miesiącach. Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Przedstawiam więc paniom zdjęcia wykonywane od razu po zabiegu. A wygląda to tak, jakby ktoś włożył granat i wyjął zawleczkę. To nie wygląda ładnie. Dwa tygodnie później jest już dużo lepiej. Ale ważne jest, żeby pacjentki przygotowały się na ten proces psychicznie. Często słyszę: „Jak dobrze, że mi to pani pokazała, bo pewnie wpadłabym w panikę, że mi coś popsuliście”. Tak jak pani wspomniała, wykonałam tych zabiegów ponad 150 i tylko jeden raz zdarzyło się, że pacjentka nie była do końca zadowolona, bo wydawało jej się, że jedna warga jest ciut za krótka. Cała reszta, czyli 99 procent była zadowolona. Taki przynajmniej otrzymałam bezpośredni przekaz – liczę, że tak w istocie jest. 

Ile to kosztuje?

Różnie, w różnych jednostkach. Zwykle od 3,5 tys. wzwyż. U nas cennik zaczyna się od 4 tys, choć zazwyczaj na tej kwocie poprzestajemy. Uważam, że to spory wydatek i staram się zmieścić w tej kwocie. Wizyty kontrolne 1-2 też są wliczone w tę kwotę.

Czytałam, że zabiegi z zakresu medycyny estetycznej panie fundują sobie ostatnio na urodziny (często 40-te). Co jest więc jeszcze w modzie?

Rewitalizacja pochwy - za pomocą lasera wykonuje się mikrooparzenia. W miejscu „oparzeń” wytwarza się tkanka łączna, a więc swoistego rodzaju mikroblizny, które napina pochwę, przez co zwiększa jej elastyczność. Jest też zabieg O- shot (to skrót od orgasm shot), polegający na ostrzykiwaniu łechtaczki osoczem bogatopłytkowym, która ma ją powiększyć i uwrażliwić na bodźce. Augmentacja punktu G - wstrzyknięcie w przednią ścianę pochwy preparatu na bazie kwasu hialuronowego. Celem obu zabiegów jest oczywiście zwiększenie satysfakcji seksualnej, choć moim zdaniem w całej teorii o istnieniu lub nie Punktu G, największymi specjalistami są panowie – oni twierdzą, że idealnie wiedzą gdzie on się znajduje.

Jak często to właśnie panowie, partnerzy nakłaniają kobiety do poprawek?

To ciekawa i bardzo budująca rzecz - w mojej praktyce nie zdarzyło się, żeby mężczyzna powiedział partnerce: „Idź, popraw się”. Każdy zapewniał swoją partnerkę, że dla niego wszystko jest super, a ona nie potrzebuje żadnych poprawek. To bardzo budujące, bo pokazuje, że coś z tych dżentelmenów jednak w naszych mężczyznach jest. Żadna z moich pacjentek, bez względu na to, czy problematyczną była kwestia funkcjonalna czy estetyczna, nie usłyszała od swojego partnera, że jest nieatrakcyjna tam na dole. Jesteśmy dziś bardziej świadome, także w sferze intymnej. Chcemy być ładne dla siebie. Kończy się też myślenie, że kobiety muszą funkcjonować w społecznych nakazach, że muszą mieć dzieci, a poród musi boleć i zostawić nasze ciało w rozsypce.

Kilka miesięcy temu znana wokalistka Tatiana Okupnik, opowiedziała jak wyglądało jej ciało po porodzie. Mówiła wprost o rectocele, nietrzymaniu moczu i wypadającej pochwie, czyli rzeczach z którymi borykają się tysiące kobiet, a które wciąż są tematem tabu. Dlaczego?

Bo się tego wstydzimy. Trudno nam na przykład się przyznać, że bezwiednie oddajemy mocz, bo mamy cystocele, czyli obniżenie przedniej ściany pochwy. Nad pochwą mamy cewkę moczową, a zaraz za nią pęcherz moczowy, który leży na macicy. Jeśli nam się obniża przednia ściana pochwy, to zmienia się również krzywizna cewki i kąt pomiędzy cewką moczową a pęcherzem. Może wtedy dojść do nietrzymania moczu. Bezwiednie oddajemy mocz. Niby nic takiego.  Nosimy wkładki, częściej chodzimy do toalety. Niestety mocz cuchnie. A to już większy kłopot. Dystansuje to nas społecznie. W ocenie osoby, która się z taką przypadłością zmaga, wymaga to izolacji społecznej. Nie dość, że ma taką uciążliwość, to jeszcze wpływa ona na całe jej życie. Cystocele może też wysuwać się przed pochwę powodując duży ból i dyskomfort. Każdej z nas podczas skakania na trampolinie czy głośnego śmiechu może zdarzyć się popuszczenie moczu. To tzw. wysiłkowe nietrzymanie moczu. Gdy jednak pacjentki leżą i tracą mocz, to już jest najpoważniejsze stadium nietrzymania moczu. Nie mówimy o tym, bo się tego zwyczajnie wstydzimy. Podobnie w przypadku rectocele -  to z kolei obniżenie tylnej ściany pochwy i odbytnicy, które jest często wynikiem parcia podczas porodu, choć może wystąpić nawet u pacjentek po cesarskim cięciu. Czynnikiem ryzyka może być ciężki poród z przedłużającym się drugim okresem, mało podatne mięśnie dna miednicy, duża masa płodu, czy niewłaściwa dieta. Rectocele prowadzi do zaburzeń czynności przewodu pokarmowego. Mamy zaparcia, utrudnione wypróżnianie, uczucie niepełnego wypróżnienia. To powoduje duży dyskomfort. Każda z nas chce być ładna, piękna i akceptowana. Wstydzimy się jeśli jest inaczej. Ważna rzecz - bywa, że obie te dolegliwości po laktacji mijają bez ingerencji lekarza. Często jest tak, że pacjentki po porodzie zakładają, że po 6 tygodniach połogu wszystko wróci do normy. Czas mija, a cyctocele, rectocele i dyskomfort przy współżyciu utrzymują się. Taka kobieta myśli sobie: „Boże, coś mi lekarze popsuli”. Tymczasem z powodu laktacji, organizm nie wytwarza estrogenu (estrogen zahamowałby laktację), który zwiększa elastyczność pochwy. Dopiero po zakończonej laktacji, gdy poziom estrogenu wróci do normy, okazuje się, że zarówno cysto- jak i rectocele znacznie się zmniejszają lub znikają. Oczywiście, cystocele i rectocele występują również niezależnie od rozrodu. Wymaga to wnikliwej diagnostyki i zastosowania odpowiedniego leczenia zachowawczego, fizjoterapii czy leczenia chirurgicznego.

Zdarza się, że kobieta czuje, że coś jest nie tak, ale nie idzie z tym do lekarza, bo zakłada, że po porodzie tak już ma być?

Wielokrotnie. Jeśli coś nas boli, coś nam przeszkadza, coś nas wpędza w kompleksy, to nie jest tak, że trzeba się z tym pogodzić, bo tak ma być. Możemy to zmienić.  

Jakie jeszcze operacje przeprowadza pani w ramach ginekologii operacyjnej?

Plastykę przedniej i tylnej strony pochwy, nacięcie, wycięcie bądź rekonstrukcję błony dziewiczej - nie tylko z aspektów religijnych. Zdarzają się na przykład pacjentki, które chcą być dla nowych partnerów dziewicami. Nie oceniam tego. Moim zadaniem jest nie szkodzić. Sakrokolpopexia, czyli przyszycie kikuta pochwy do kości krzyżowej przy pomocy specjalnej siatki (to wyłącznie w warunkach szpitalnych). Poprawiam nie tylko wargi sromowe ale też wejście do pochwy. Miałam pacjentkę, która przez lata nie współżyła, bo w dzieciństwie była wykorzystywana seksualnie. Nie dość że miała przerośniętą błonę dziewiczą (nie byłam w stanie nawet pobrać cytologii), to miała jeszcze blokadę psychiczną, z powodu której jej mięśnie dna miednicy były strasznie zaciśnięte. Usunęłam aspekt mechaniczny, czyli wycięłam część błony dziewiczej, zaleciłam też rozszerzadła do ćwiczeń, a na koniec wysłałam ją na fizjoterapię, bez której z pewnością by sobie nie poradziła. Fizjoterapeuci uroginekologiczni to świetni specjaliści, którzy doskonale znają się na swojej pracy i bez ich pomocy my niejednokrotnie nie osiągnęlibyśmy tak dobrych rezultatów w leczeniu.

Pani największe wyzwanie?

Przyszła do mnie 21-letnia pacjentka, która już jako dziecko miała operację częściowego rozklejenia warg sromowych, dzięki której mogła swobodnie oddawać mocz. Wargi sromowe mniejsze były zrośnięte w całości z większymi, łechtaczki w ogóle nie było – częściowo pod tkankami badało się coś na prawdopodobny jej obraz, a wejście do pochwy przepuszczało jedynie opuszkę najmniejszego palca u ręki. To było naprawdę wielkie wyzwanie. Operowałam ją w warunkach szpitalnych w znieczuleniu odpajęczynówkowym z uwagi na to, że miejscowe znieczulenie mogłoby zaburzyć warunki anatomiczne. Dziś ma łechtaczkę, piękne wargi sromowe mniejsze i większe, i normalnie współżyje. Jest szczęśliwa. Dzwoniła do mnie niedawno pochwalić się, że ma chłopaka, który nie zauważył żadnej różnicy. To dla mnie największa satysfakcja. Jeśli mam mówić o swoim sukcesie, to właśnie to poczytuję jako sukces.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również