Tajemnice psychiatrów
Fot. Materiały prasowe

Tajemnice psychiatrów

Co czuje lekarz, gdy pacjent mówi mu, że chce się zabić? Dlaczego nieraz trzeba być jak dr House, by postawić diagnozę psychiatryczną? Dlaczego woda leczy… halucynacje? Tego wszystkiego dowiecie się z książki Ewy Pągowskiej Psychiatrzy. Sekrety polskich gabinetów.

Choroby psychiczne stają się coraz powszechniejsze. Zmaga się z nimi niemal co czwarty Polak – wynika z raportu Rzecznika Praw Obywatelskich „Ochrona zdrowia w Polsce” (2014 r.). Depresja zajmuje czwarte miejsce na liście najczęściej wykrywanych zaburzeń zdrowia WHO, przy czym szacuje się, że wkrótce „awansuje” na drugie. Zdrowiu psychicznemu nie sprzyja też oczywiście pandemia Covid-19 – psychiatrzy na całym świecie alarmują, że przybywa pacjentów cierpiących m.in. na stany lękowe.

Chociaż choroby psychiczne zdarzają się coraz częściej, wciąż wiemy o nich mało, a do tego wstydzimy się ich i nie szukamy pomocy. Dlatego warto sięgnąć po wydaną przez Znak książkę Ewy Pagowskiej „Psychiatrzy. Sekrety polskich gabinetów” (w sprzedaży od 28 października), która w przystępnej i atrakcyjnej formie wywiadów z psychiatrami przekazuje ogrom wiedzy o różnych zaburzeniach psychicznych i sposobach ich leczenia. A przy okazji pozwala dowiedzieć się więcej o psychiatrach, którzy jako jedyni chyba lekarze muszą ciągle udowadniać swoją wiarygodność i walczyć o to, by traktowano ich poważnie. „Ta profesja nadal dobija się o bycie uznaną za jednoznacznie pomocną”, mówi autorce jeden z jej rozmówców, prof. dr hab. n. med Jacek Wciórka.
Potwierdza to prof dr hab. n.med. Agata Szulc, która opowiada, że pacjenci często wzbraniają się przed przyjmowaniem leków, które chce im przepisać:

Ludziom, kiedy słyszą»psychotropy«, od razu zapala się czerwona lampka, a przecież w tej grupie leków jest całe mnóstwo różnych preparatów. Czasami pacjenci protestują, kiedy psychiatra chce im coś przepisać, ale jak pójdą do lekarza rodzinnego, powiedzą, że nie mogą spać, i on im przepisze środek nasenny, to biorą. A to też psychotrop. Potem ci pacjenci przychodzą do nas po dwudziestu latach jego przyjmowania i mówią, że chyba się uzależnili. I kto im przepisywał ten psychotrop? Nie ten straszny psychiatra, tylko lekarz rodzinny. 

Prof. Szulc mówi też o stygmatyzacji psychiatrów „I jeszcze jak ktoś powie »Tworki«, to wiadomo... Słyszałam już uwagi, że cały zespół, który tutaj pracuje, tym się od pacjentów różni, że go na noc do domu wypuszczają”, dodaje prof. Szulc.

Kolejna krzywdząca opinia o psychiatrach? To, że łatwo można ich oszukać, symulować chorobę. „Psychiatrzy też spotykają się z uwagami: »Każdy może powiedzieć, że ma depresję. Łatwo ją udawać«. A to wcale nie jest takie proste. Gdybyśmy mieli diagnozować depresję tylko na podstawie tego, że pacjent o niej mówi, równie dobrze moglibyśmy rozpoznawać ją u robotów”, zapewnia prof. dr. hab. n. med. Piotr Gałecki, który w rozmowie z Ewą Pągowską udowadnia też, że nieraz nie doceniamy wiedzy psychiatrów z zakresu zdrowia fizycznego. Tymczasem oni sprawnie łaczą objawy fizyczne z psychicznymi i niczym dr House rozwiązują skomplikowane zagadki. „Miałem pacjentkę, trzydziestoletnią dziewczynę, która co trzy miesiące cierpiała z powodu nasilonego epizodu depresyjnego. Trwał zwykle miesiąc–dwa. Brała przewlekle leki, okresowo zwiększałem ich dawkę, ale skutek był mierny. Leczenie trwało rok. Kiedy zaobserwowałem, że nastrój jej się pogarsza dwa dni przed pojawieniem się opryszczki, zleciłem badanie ASO (na obecność przeciwciał przeciwko antygenowi paciorkowca grupy A). Okazało się, że ma przewlekłą infekcję paciorkowcową gardła, która była wyciszona, ale uaktywniała się, kiedy dołączała się infekcja wirusowa, którą sygnalizowała ta opryszczka. Miesiąc po usunięciu migdałków depresja minęła. Wiele badań potwierdza, że stan zapalny w organizmie przyczynia się do rozwoju depresji”, opowiada prof. Gałecki.
O tym, jak ważna może być wiedza internistyczna, przekonuje dr hab. n. med. Jakub Kaźmierski, który przybliża mało wciąż znaną specjalizację, jaką jest psychogeriatria:

Pamiętam taką sytuację z czasów, kiedy pełniłem regularne dyżury w szpitalu. Dzwoni do mnie o trzeciej nad ranem pani doktor z oddziału internistycznego. Mówi, że właśnie przed chwilą starszy pan dostał schizofrenii, bo twierdzi, że widzi diabła, który stoi u wezgłowia łóżka i ryczy, więc ona chce wysłać tego pacjenta na psychiatrię. Pytam: »A dlaczego ten pacjent jest u państwa na internie?«, i słyszę: »Bo ma poziom bilirubiny 12«. Norma to 1,2, czyli wiadomo, że ten chory ma niewydolność wątroby i majaczenie, a nie schizofrenię.

Dr Kaźmierski dodaje, że w przypadku halucynacji nieraz wystarczy podanie wody, bo mogą być wynikiem silnego odwodnienia.

Takich ciekawostek w książce Ewy Pagowskiej jest więcej. Dowiecie się m.in. czym różnią się uzależnienia od nałogów, czym jest hostel terapeutyczny i na jakie zaburzenie psychiczne cierpiał Van Gogh. Autorka nie ogranicza się do rozmów o metodach leczenia czy przyczynach chorób, chce wiedzieć, jakie odczucia towarzyszą lekarzom w różnych momentach pracy. Profesora Gałeckiego pyta: „Czuje pan lęk, kiedy zamykają się drzwi za pacjentem, u którego zdiagnozował pan depresję? Zwłaszcza jeśli mówił o myślach samobójczych?”. „Czuję raczej napięcie i mobilizację, zwłaszcza wtedy gdy pacjent jest w gabinecie i muszę ocenić ryzyko podjęcia przez niego próby samobójczej”, odpowiada lekarz. Koniecznie przeczytajcie „Psychiatrów” – ta książka zmieni wasze myślenie o tych lekarzach.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również