Zioła z polskich łąk – leczą, wzmacniają, pielęgnują
Fot. iStock

Zioła z polskich łąk – leczą, wzmacniają, pielęgnują

Pospolite kwiatki rosnące przy wiejskie drodze, a nawet w wielkomiejskim parku, mogą być źródłem substancji o prozdrowotnym działaniu. Jak nauczyć się odróżniać cenne zioła od chwastów? Jak je zbierać, jak przyrządzać? Wie to Patrycja Machałek, autorka książki „Magia polskich ziół”. Zdradziła nam kilka sekretów.

Czy ze zbieraniem ziół nie jest przypadkiem tak, jak z grzybobraniem? Jeśli się nie znasz, lepiej się do tego nie zabieraj...

I tak i nie. Oczywiście, jeżeli nie znasz jakiejś rośliny, lepiej jej od razu nie zjadać. Ale jeśli ją ominiesz, jak ją poznasz? Dlatego powiedziałabym raczej, że owszem, zerwij, zabierz do domu i zorientuj się z czym masz do czynienia. Nie namawiałabym do beztroskiego zaparzania w herbatce całej łąki przyniesionej ze spaceru, ale do ciekawskiego przyjrzenia się roślinom. Warto poczytać, porównać, zerknąć do książek, do internetu. Możesz przeżyć miła niespodziankę, gdy okaże się, że listeczek, który płoży się pod ławką w parku to bluszczyk kurdybanek, o którym słyszałaś w dzieciństwie od dziadka. A biały kwiatek, który tak pięknie wygląda w bukiecie to krwawnik, który być może pijesz w mieszance z apteki. 

A jeśli się pomylę i zamiast wartościowego zioła zerwę roślinę, która może zaszkodzić?

Dla wielu z nas na pierwszy rzut oka wiele ziół wygląda podobnie. Na przykład krwawnik jest podobny do dzikiej marchwi i do kwiatów podagrycznika. Akurat w tym przypadku, nawet jeśli się pomylisz, nic ci nie zaszkodzi – po prostu zerwiesz rośliny nie mające właściwości leczniczych. Szukając liści łopianu czy podbiału można pomylić je z równie pospolitymi, ale w ziołolecznictwie bezużytecznymi liśćmi lepiężnika. Ale nie wydaje mi się, żeby podobieństwo stanowiło główny powód pomyłek w domowym stosowaniu roślin leczniczych. Zagłębiając się w roślinne plątaniny łąki spokojnie i niespiesznie zaczniemy rozpoznawać te, których potrzebujemy i które nas interesują. 

Bardziej można sobie zaszkodzić, nie sprawdzając, czy roślina, której chcemy użyć na pewno jest bezpieczna. Nie należy wierzyć w zasłyszane gdzieś, ale niesprawdzone historie. Moja znajoma przez całe lato parzyła sobie herbatkę z wrotyczu, bo słyszała, że jest bardzo zdrowa. Wrotycz, owszem, był dawniej stosowany wewnętrznie jako środek przeciwko pasożytom. Jednak badania dowiodły, że jest toksyczny i można go stosować tylko zewnętrznie. Prawdopodobnie pomyliła właściwości wrotyczu z działaniem nawłoci pospolitej – kwiaty te łączy jednak jedynie to, że oba są żółte... Na szczęście nic poważnego się nie stało. Ale to historia ku przestrodze. Zawsze opierajmy się tylko na faktach i sprawdzonych informacjach.

Jak nauczyć się rozpoznawania ziół? 

Przyglądając się im, sprawdzając, czytając. Zioła wymagają uważności. To nie znaczy, że masz siedzieć na łące z encyklopedią i żmudnie zgłębiać subtelne różnice między setkami liści! W domowym stosowaniu ziół nie chodzi o to, żeby wykorzystywać je wszystkie. Wystarczy, że rozpoznasz 5-10, które chcesz stosować. Masz problemy żołądkowe? Zorientuj się, gdzie w pobliżu znajdziesz macierzankę, krwawnik, lebiodkę, bluszczyk kurdybanek, miętę. Przygotowując się na sezon jesienny, sprawdź, gdzie rośnie dzika róża, czarny bez, prawoślaz i podbiał. Problemy z cerą? Zbieraj chaber i niezapominajki. Na początek wystarczy. Później, im dalej w… łąkę, tym więcej roślin poznasz. 

Skąd mam wiedzieć, czy w mojej okolicy zioła są bezpieczne, czy nie zanieczyszczone, np. toksynami z powietrza, pestycydami itp. Gdzie najlepiej je zbierać?

Rośliny pobierają z powietrza, ziemi i wody składniki, które się w nich znajdują, również te szkodliwe. Niekoniecznie jednak trzeba zapuszczać się na ukryte polany w Bieszczadach, żeby znaleźć zioła wolne od zanieczyszczeń. Można je zbierać nawet w miastach, na terenach oddalonych od miejsc, gdzie jest duże natężenie ruchu. 

Warto sprawdzać, jaki jest stopień zanieczyszczenia powietrza i w dni, kiedy jest smog, lepiej powstrzymać się od zbierania roślin w tej okolicy. Niemniej myślę, że – bez popadania w skrajności – możesz dla uproszczenia przyjąć, że jeśli ty czujesz się na jakiejś polance dobrze, to rośliny też mają tam korzystne warunki.

A może jednak lepiej zaopatrywać się w sklepie zielarskim?

Jeśli ktoś woli takie rozwiązanie, proszę bardzo. Nie jest ani lepsze, ani gorsze. Masz ochotę spróbować, czy na przykład wiązówka błotna, fiołek trójbarwny albo bukwica zwyczajna będzie korzystnie działała na organizm – ale nie wiesz, gdzie rosną – dlaczego ich nie kupić? To, że nie potrafisz bezbłędnie rozpoznawać ziół, nie znaczy, że nie możesz ich stosować. Zachęcam do prób. Krok po kroku można osiągnąć poziom mistrzowski w domowym ziołolecznictwie. Jeśli znajdziesz na łące podbiał, niezapominajkę, bylicę czy mak polny, zbierz je. Jeśli nie – kup. Próbuj, stosuj. Dla własnej radości. 

Czy to bezpieczne? Nie powinnam najpierw skonsultować się z lekarzem?

Decydując się na kuracje ziołowe należy pamiętać, że rośliny są źródłem różnych związków czynnych. Większość działa łagodnie i powoli. Jednak zawsze trzeba zachować ostrożność. Najpierw sprawdzić w wiarygodnym źródle, jakie jest działanie danej rośliny. To szczególnie ważne dla alergikow, osób o wrażliwej cerze. I tych, które przyjmują jakiekolwiek leki. Zioła mogą wchodzić z nimi w interakcje, zawsze więc lepiej poradzić się lekarza. 

Zbliża się sezon infekcji – co pomoże wzmocnić odporność? Jakie zioła pomogą  złagodzić objawy przeziębienia?

Odporność wzmacniają przede wszystkim regularne kuracje ziołowe. Polecam codziennie pić herbatkę, na przykład z aksamitki, lipy czy fiołka. Związki czynne zawarte w ziołach ogólnie wzmacniają organizm i system odpornościowy na tym korzysta. Kiedy zaczyna drapać w gardle czy męczyć kaszel, zerknijmy na tę część łąki, na której rosną rośliny bogate w związki śluzowe – podbiał, prawoślaz, dziewanna. Złagodzą dolegliwości, zadziałają osłonowo i podbudują organizm.

Na jakie zioła jest sezon teraz, jesienią? Czego warto szukać na łąkach?

Kwiaty już przekwitły, liście powoli opadają. Jesień to czas na owoce. Szukajmy dzikiej róży i czarnego bzu – to bomby witaminowe i sprzymierzeńcy odporności. Można robić z nich syropy, dżemy, suszone mieszać z innymi ziołami i zaparzać w herbatce. Owoce dzikiej róży można suszyć lub zaparzać od razu po zebraniu. Czarny bez trzeba najpierw przemrozić lub umieścić w piekarniku, żeby wyeliminować zawarte w nim glikozydy cyjanogenne. Zioła są proste w obsłudze – przekonaj się, wypróbowując przepisy, które zebrałam w książce!

Bomba witaminowa na grypę i przeziębienie 

1 cytryna
3 łyżki posiekanych suszonych owoców dzikiej róży
1 kawałek świeżego imbiru
1 łyżka suszonego ziela tymianku
1 łyżka suszonego ziela czarnego bzu
1 łyżka suszonego ziela lipy drobnolistnej
1 łyżeczka cynamonu
1 szklanka płynnego miodu

Cytrynę sparz i pokrój w cienkie plasterki. Owoce dzikiej róży i imbir drobno posiekaj. Razem z suszonymi ziołami i cynamonem dodaj do miodu i wymieszaj. Przygotuj słoik, wlej na dno trochę miodu i zacznij układać plasterki cytryn, przelewając je miodem. Tak przygotowany syrop powinien macerować się około 2–3 dni, aż cytryna puści sok i wszystkie zioła zaczną pracować z miodem.

Herbatka wyciszająca 

5 łyżek kwiatów aksamitki
5 łyżek suszonego ziela melisy
2 łyżek suszonych kwiatów nagietka
1 płaska łyżeczka suszonych kwiatów lawendy 

Wszystkie składniki połącz, dokładnie wymieszaj i umieść w puszce. Do zaparzenia wieczornej porcji wystarczy 1 łyżeczka mieszanki na 1 szklankę wody. Pamiętaj, by nie zalewać ziół wrzątkiem – gdy woda się zagotuje, zaczekaj kilka minut
i dopiero wtedy przygotuj napar. Po 10 minutach możesz odcedzić zioła – herbatka jest gotowa. 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również