Wywiad

Dorota Segda w pierwszym wywiadzie po śmierci męża: "Powiedz, jak teraz można żyć?"

Dorota Segda w pierwszym wywiadzie po śmierci męża: "Powiedz, jak teraz można żyć?"
Dorota Segda
Fot. AKPA

Dorota Segda, rektor krakowskiej Akademii Teatralnej udzieliła nam pierwszego wywiadu po śmierci męża. „Nie znalazłam sobie jeszcze celu w życiu ani sensu, ale nadal staram się bawić w życie”, mówi. 

Dorota Segda w pierwszym wywiadzie po śmierci męża

PANI: Wciąż czytasz poezję?

DOROTA SEGDA: Żyję poezją. Karmię się nią. Każdy ma jakąś potrzebę metafizyki: jedni chodzą do kościoła, drudzy medytują, ja czytam wiersze. Teraz, kiedy jest mi bardzo trudno, tylko wiersze pomagają. Nawet gdy po nich płaczę. Poezja szuka odpowiedzi na pytania, na które... nie da się odpowiedzieć. Mogę sobie zapalić? Nie palę, ale czasami mam ochotę. Nie mam nawet popielniczki, wszystkie schowałam gdzieś przed Stasiem. Mój pierwszy w życiu wywiad z papierosem... 

„Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma” – Wisława Szymborska. „Umrzeć – tego się nie robi kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu”.

Co drugi kandydat do szkoły teatralnej to mówi, a kandydatka właściwie każda. Kiedyś opowiedziałam o tym Wisławie Szymborskiej, bardzo się śmiała. Młodzi, którzy mają 17-19 lat, nie za bardzo rozumieją ten wiersz, ale i tak na nich działa. Lata temu miałam spotkanie w Gliwicach, gdzie czytałam poezję Szymborskiej. O tym też zdążyłam jej opowiedzieć. Na koniec podeszła do mnie jakaś pani: „No, bardzo pięknie pani czytała. Bardzo. Tylko nie przeczytała pani tego wiersza. Wie pani, tego głównego”. Za cholerę nie potrafiłam domyślić się, o jaki wiersz jej chodzi. Zgadniesz?

Nie mam pojęcia!

„Nic dwa razy”. Teraz wszyscy to znają, bo Sanah śpiewa. „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny”. Tak więc TEGO nie robi się kotu. Dlatego po śmierci Kornela Filipowicza Szymborska napisała ten wiersz, bo jak tu mówić o sobie. (milczenie)

Jeden z krytyków teatralnych napisał o tobie: „Ona mówi. I każde słowo ma ciężkość. Bo kiedy mówi Segda, tym swoim głosem, głosem, którego nie da się pomylić z żadnym innym, to się tego słucha. Segda mówi. Słuchamy wszyscy”.

Łukasz Maciejewski. Jedyny krytyk, który przyszedł na „Strasznie śmieszne na podstawie Okropnie smutne” w reżyserii i według niesamowitej wizji Ewy Kaim. Przedstawienie, które mówi o zatrważającym problemie depresji dzieci i młodzieży i dwójce ludzi zmagających się z dramatem straty. Ona i On. Ja i cudowny Zbyszek Kaleta. We dwójkę jesteśmy półtorej godziny na scenie. Pomimo że na końcu wszyscy płaczą, to przedstawienie wielu ludziom pomaga. Ma katartyczne właściwości. Dodam, że zagrałam je w dzień śmierci mojego męża. Mimo że było to doświadczenie, o którym nie da się opowiadać, przedstawienie bardzo mi pomogło tamtego dnia. I nazajutrz. Były u nas siostry Staszka. Kiedy zapytałam, co mam zrobić, odpowiedziały, że gdyby Stasiu dowiedział się, że nie zagrałam, nie darowałby mi tego. Robiłam to przez calusieńki tydzień. Aż do pogrzebu.

Twój mąż uwielbiał cię na scenie… Nadal kochasz grać?

Wydawało mi się, że o tej roli dużo wiem. Myliłam się. Czym jest walka o to, żeby przeżyć nowy dzień i że każdy sposób na przetrwanie jest dobry, zrozumiałam dopiero kiedy Staś umarł. To przedstawienie zaczęło być o mnie. Przez to stało się wyjątkowe. Przed każdym spektaklem, zwłaszcza tak ekstremalnie trudnym jak ten, czuję się tak, jakbym stała przed wysoką górą, na którą nie da się wejść. Ale ja się wspinam i na końcu jestem szczęśliwa. To szczęście dają mi ludzie, którzy z nawiązką oddają mi to, co ode mnie dostali. Dlatego odpowiedź brzmi: tak, kocham grać.

 

 

Dorota Segda o pracy rektora: "Odniosłam zwycięstwo"

W Japonii dowiedziałaś się, że jesteś spod znaku Ognistego Konia. Raz na 60 lat rodzą się kobiety charyzmatyczne, silne. Idealne na… rektora.

Mężczyzna, który w parku w Tokio stawiał horoskopy, gdy usłyszał mój rok urodzenia, powiedział tylko: „To źle, bardzo źle”, i… uciekł. Mężczyźni na Dalekim Wschodzie boją się takich kobiet. Ludzie często powtarzają, że jestem silna, ale jest wiele sytuacji, kiedy nie czuję się silna. Mój Staś zawsze o mnie mówił „mimoza”. Mówił to z czułością, wiedział, co jest w środku. Wiedział też, że jestem odważna, determinują mnie marzenia, lubię podążać do celu, w który wierzę. Przez lata śmiałam się, kiedy proponowano mi udział w wyborach na stanowisko rektora. W ogóle nie brałam tego pod uwagę, nigdy nie marzyłam o władzy. Aczkolwiek kiedy byłam studentką tej uczelni, miałam 18 lat i białe, króciutkie włosy, otaczałam się starszymi, 22-letnimi kolegami, fajnymi łobuzami, którzy palili papierosy i pili alkohol, i oni – nie mam pojęcia, dlaczego - wybrali mnie na grupową i całe studia wołali do mnie: „szefowa”. Do dziś, kiedy się kontaktujemy, mówią: „Cześć, szefowa, co słychać?”. Jak się osiemnastolatkę nazywa „szefową”, nakreśla się jej przyszłość rektorską. (śmiech) Gdy widzę w szkole kruchą blondynkę lat 20, która gdy nie ma klucza do sali, mówi: „To ja pójdę”, odpowiadam: „Stop. Idą chłopcy. A ty uważaj, bo będziesz rektorem”. Ktoś musi. Myślę, że gdyby studenci mnie nie poprosili, nie zrobiłabym tego. Oczywiście miałam ogromne wątpliwości, czy chcę być rektorem, czy dam radę. Staszek zapytany, czy ja się do tego nadaję, powiedział, że według niego nadaję się, ponieważ mam naturalną zdolność selekcji problemów. Nieistotnymi rzeczami w ogóle się nie zajmuję. 

Miał rację. Oddajesz władzę, ale tylko dlatego, że funkcję rektora można pełnić dwie kadencje z rzędu. W Krakowie mówią, że za cztery lata wracasz.

(śmiech) Na razie boję się odruchów konia dorożkarskiego typu: wchodzę do uczelni i idę do gabinetu… Tyle ważnych rzeczy w moim życiu naraz się kończy, tego też troszkę się boję. Ale jestem dumna i szczęśliwa, że to zrobiłam, choć przeżyłam lata pełne ekstremalnych wyzwań. Był czas hejtu i histerii związany z antyprzemocowością. Nigdy w życiu nie zaznałam takiej przemocy, jaka spotkała mnie i kilka osób z uczelni w imię... walki z przemocą. Była pandemia, zajęcia zdalne, rządy PiS-u, czyli potworne problemy finansowe, mszczenie się za wywieszanie tęczowej flagi, wojna w Ukrainie i uchodźcy na sali gimnastycznej, pisanie nowych statutów, zmiana przepisów… A jednak ze wszystkim sobie poradziłam. Uważam, że akademia jest we wspaniałej formie. Chyba wiem, komu ją przekażę, ale tego nie mogę jeszcze zdradzić. Powiem tylko, że dzisiaj odniosłam zwycięstwo. Wymarzyłam sobie, że na bocznych ścianach naszej uczelni będą murale i ponad pół roku walczyłam z miastem Kraków o pozwolenie. Właśnie je dostałam. Nikt w to nie wierzył! Konserwator napisał: „Pani sukces, moja porażka”.

Czego się o sobie dowiedziałaś przez te lata?

Dowiedziałam się, że w najtrudniejszych momentach dostaję turbodoładowania i jeśli jakąś katastrofę uda mi się zmienić na końcu w coś dobrego, czuję megasatysfakcję. Dowiedziałam się, że żyjemy w świecie miłości, ale również nienawiści. Świat czasami bywa tak podły, że łatwo można stracić wiarę w ludzi. Dowiedziałam się, że mam wokół siebie ekipę – sama ją stworzyłam - która mi we wszystkim pomaga. Słucham ich, szanuję, podziwiam. Zginęłabym bez nich. Dowiedziałam się, że umiem podejmować trudne decyzje. Nie umiem tylko podjąć decyzji, co mam sobie zamówić w restauracji. Zawsze wołam kelnera i zmieniam zdanie. Dowiedziałam się, że mamy cudownych, piekielnie zdolnych studentów. Patrząc na nich w zachwycie, zastanawiam się, jak ja się w ogóle dostałam na tę uczelnię. I wreszcie dowiedziałam się, że mam niesamowitych przyjaciół. Ostatnie miesiące przeżyłam dzięki nim.

 

 

Dorota Segda po śmierci męża Stanisława Radwana

Twój mąż powiedział mi kiedyś: „Nie wierzę ludziom, którzy od rana do wieczora stoją na straży intelektualnego koturnu i nie potrafią zabawić się w życie”.

Cały Staś... (milczenie) Pomimo że na razie nie znalazłam sobie jeszcze celu w życiu ani sensu, to nadal staram się bawić w życie. I czasami nawet mi się udaje.

„Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata. Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca”. Czesław Miłosz, wiersz „Sens”.

Żeby to napisać, Miłosz przeszedł przez lata zwątpienia w Boga. Choć całe życie zdarza mi się wchodzić do kościoła, nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: wierzę czy nie? Natomiast wierzę, że życie po śmierci trwa. Stasiu jest. Cały ten duchowy świat, który on wybudował i którym dzielił się ze mną ponad 30 lat, a ja z nim, to są teraz podstawy przeżycia. „Śmierć na Wenecji” była ostatnią książką, którą przeczytałam Stasiowi na głos. Cały czas graliśmy w scrabble, nawet w szpitalu. Czuł się jak na wakacjach, w dodatku udało mu się wygrać raz czy dwa. Mam zeszyt cały zapisany dziesiątkami partyjek. W którymś momencie powiedziałam: „Stasiu, masz mi napisać jakieś nuty”. I w tym zeszycie rozpisał na nuty imię Dorotka: do-re-la-la. Wyszło mu „Nikt, tylko ty”. To jedna z najpiękniejszych ballad o miłości okresu międzywojennego (Dorota nuci) „Nikt, tylko ty. Nikt inny nie był tak potrzebny. Kochany, złoty, cudny, srebrny. Nikt, tylko ty”. Jego ostatnie nuty. Moja relikwia. No i powiedz, jak teraz można żyć? 

Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze magazyny "PANI"

okladka PANI 05 RGB do social media

Kim jest Dorota Segda?

Dorota Segda - Urodziła się w 1966 r. w Krakowie. Aktorka, nauczycielka akademicka, drugą kadencję rektor Akademii Teatralnej w Krakowie, którą sama ukończyła. Prywatnie była żoną Stanisława Radwana, słynnego kompozytora, który zmarł w 2023 r.
W wieku 21 lat została aktorką Starego Teatru. Debiutowała rolą Soni w „Zbrodni i karze” A. Wajdy. Grała u najwybitniejszych: Jarockiego, Grzegorzewskiego, Cieplaka, Demirskiego. Ma na koncie ponad sto ról teatralnych i filmowych. Do historii kina przeszły jej role w „Faustynie” Jerzego Łukaszewicza i w filmie „Tato” Macieja Ślesickiego. Popularność przyniosła jej rola dyrektorki szpitala w serialu „Na dobre i na złe”.
 
Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 05/2024
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również